40 Lat W USA: Życie w Rhode Island. Czy Ta Emigracja Była Warta Wszystkiego?
Rhode Island, najmniejszy stan w Stanach Zjednoczonych, bywa często mylony z wyspą. Mało kto wie, że to właśnie tutaj, w „Plantacjach Providence”, zaczęła się amerykańska historia tolerancji. Z tego malowniczego zakątka Nowej Anglii łączy się z nami Alina, Polka z 40-letnim stażem na emigracji, której historia jest dowodem na to, że prawdziwa siła tkwi w korzeniach, a marzenia można spełnić, nawet jeśli są zdobywane „z rozpędu”.
Od Banku PKS do Amerykańskiej Kolonii
Kiedy Alina opuszczała Polskę, miała 24 lata, wykształcenie z liceum ekonomicznego i doświadczenie z pracy w Banku PKS, gdzie zajmowała się wymianą walut. Wyjechała, by dołączyć do swojej rodziny – ojca, brata i siostry, którzy wcześniej przybyli do USA, częściowo statkiem, a częściowo sprytnymi drogami z uwagi na brata, fenomenalnego mechanika migów, którego trzeba było „przemycić” w 1984 roku.
Ale historia tej emigracji zaczęła się znacznie wcześniej. Alina z pokorą i dumą opowiada o swoim rodzie, którego losy są ściśle powiązane z wielką falą polskich poszukiwaczy lepszego życia. Jej pradziadek Wojciech, w wieku zaledwie 18 lat, nie chciał pracować na roli, wyruszył pieszo do Bremy, a następnie, pracując jako palacz na statku, dopłynął do Ellis Island. Dziadek Aliny urodził się już w Trenton, w New Jersey, w 1903 roku. Rodzina powróciła do Polski, do Palikówki w Galicji, ale ziarno amerykańskiego obywatelstwa zostało zasiane na zawsze.
Dyplom Doktorski Zdobyty „Z Rozpędu”
Emigracja w latach 80. to nie tylko tęsknota, ale i twarda walka o byt. Alina, po przyjeździe do USA, nauczyła się angielskiego samodzielnie w zaledwie siedem miesięcy. Pomimo ekonomicznego wykształcenia z Polski, zaczynała pracę na hali fabrycznej.
Szybko jednak zrozumiała, że nie jest to jej droga. Wykorzystując kurs sekretarski i swoje predyspozycje do pracy z liczbami, przeniosła się do biura, a ostatecznie znalazła satysfakcjonującą ją do dziś pracę w księgowości, zajmując się płacami, świadczeniami i podatkami.
Jej droga akademicka to prawdziwy maraton. Ponieważ nauka w USA jest odpłatna, początkowo sama opłacała czesne. Gdy tylko pracodawcy zaczęli oferować konkurencyjne pakiety wsparcia edukacyjnego, Alina wskoczyła na wyższy bieg.
„Ponieważ była ta pomoc od pracodawców, to poszłam na program magisterski… i potem już tak z rozpędu poszłam na na doktorski program i skończyłam go w przewodnictwie organizacyjnym i rozwoju zasobów ludzkich.”
Ten „rozpęd” doprowadził ją do obrony doktoratu, a w swojej pracy naukowej Alina zajmuje się kulturami narodowymi, w tym kulturą polską, jej wartościami i postawami. To jest właśnie to, co nazywa swoją pracą „dodatkową, niepłatną, ale taką, która polega na tym, że zostawię coś po sobie”.
Opowieść o Czerwonej Róży i Miłości Po Czterdziestce
Życie na emigracji bywa trudne, ale najpiękniejsze chwile często przychodzą, gdy najmniej się ich spodziewamy.
Najpiękniejszą chwilą na emigracji było spotkanie drugiego męża. Alina, po krótkim i nieszczęśliwym pierwszym małżeństwie zawartym w Polsce „z powodów, które dzisiaj nie uhonorowałabym”, przez lata poświęcała się pracy i opiece nad synem.
Przełom nastąpił po magicznym śnie.
„Przyśnił się mój tatuś… był ubrany w swój garnitur kiedy zmarł i miał czerwoną różę i uśmiechał się do mnie.”
Alina, mając już ponad 40 lat, zinterpretowała to jako znak. Tego samego dnia weszła na polski portal randkowy i natychmiast znalazła anons mężczyzny, który idealnie pasował do jej wymarzonych kryteriów. Co ciekawe, on myślał, że mieszka ona w… Anglii, myląc Nową Anglię z Wielką Brytanią! Po szybkim wyjaśnieniu, spotkali się w Dzień Kobiet w 2003 roku, a ich historia potoczyła się błyskawicznie – zaręczyny w Londynie, wizyta w Polsce, by przedstawić się jego rodzicom (których od razu nazwała mamą i tatą), i ślub w tym samym roku.
Z tej miłości narodził się młodszy syn, Jacek. Niestety, szczęście przerwała choroba. Jej mąż zachorował na białaczkę. Mimo braku opcji leczenia i skierowania do hospicjum z prognozą jednego dnia życia, „ślązak krojcak” z Częstochowy przeżył jeszcze sześć.
„Nie umawialiśmy się w ciągu śnieżycy, o której przyjadę, ale on powiedział do pielęgniarki, że: ‘Nie martw się o moje rzeczy, moja żona zaraz tutaj będzie’.”
Mąż, odchodząc, wiedział, że Alina jest w drodze. To wzruszające pożegnanie, przesycone miłością i intuicją, jest dowodem na niezwykłą więź, którą stworzyli.
Dwa Światy, Jedno Serce: Plany i Filozofia
Kiedy ktoś spędza cztery dekady na emigracji, rodzi się pytanie o tożsamość. Czy jest się Polką, czy Amerykanką?
„Ja jestem i Polką i Amerykanką i wcale mi to nie przeszkadza, bo ja zawsze będę Polką.”
Alina z dumą pielęgnuje swoje korzenie, jednocześnie doceniając wszystko, co dała jej Ameryka. Jest matką dwóch wspaniałych synów: starszego, Tomka, wysoko funkcjonującego ze syndromem Aspergera, który jest pod jej opieką (i przyszłą opieką brata), oraz Jacka, studenta inżynierii, który już teraz ciężko pracuje dorywczo. Jacek twierdzi, że opieka nad bratem to świetny „papierek lakmusowy” dla potencjalnych partnerek, testujący ich system wartości.
Na pytanie o plany na przyszłość, pada zaskakująca odpowiedź. Za pięć lat, po przejściu na emeryturę (choć w jej przypadku może to być nawet 70. rok życia), Alina planuje wyruszyć na pielgrzymkę szlakiem Camino de Santiago w Hiszpanii wraz z młodszym synem.
A co najważniejsze? Alina jest przykładem na to, że wiek metryczny to tylko cyfra. Ma 64 lata, ćwiczy jogę, dba o zdrowie i mentalnie czuje się młoda. Jej przesłanie dla wszystkich jest jasne, oparte na psychologicznych studiach, które ukończyła:
„Szczęścia się trzeba uczyć. Uczmy się szczęścia… będziemy żyć w dużo, dużo lepszym świecie jak będziemy się uczyć szczęścia.”
Patrząc na jej karierę, na siłę, z jaką przetrwała trudne chwile, i na piękną, późno odnalezioną miłość, odpowiedź na pytanie, czy było warto, wydaje się oczywista. Emigracja Aliny, pełna pracy, nauki i wzruszeń, była warta każdego wysiłku.
A Ty, jakie masz doświadczenia? Czym jest dla Ciebie szczęście? Podziel się w komentarzach!







