Cześć wszystkim!
Dziś mam dla Was coś specjalnego – coś, co grało mi w duszy od dłuższego czasu i w końcu znalazło ujście w postaci piosenki. Jeśli śledzicie mój kanał, wiecie, że życie na emigracji to nieustanna podróż, nie tylko ta fizyczna przez ocean, ale przede wszystkim ta w głowie. To ciągłe balansowanie między dwoma światami.
Ostatnio wrzuciłem na kanał utwór pod tytułem, który może niektórych zszokować, a innych rozbawić do łez: „Teraz w Polsce Ameryka, a Kanada wciąż jest dzika”. W refrenie pada nawet prowokacyjne pytanie, które wielu z nas słyszy od rodziny czy znajomych w kraju: “Po co oni tam mieszkają? Rozumu chyba nie mają”.
No właśnie. Jak to jest z tym naszym rozumem? I gdzie dzisiaj żyje się lepiej – w nowoczesnej, pędzącej Polsce, czy w tej naszej „dzikiej”, pachnącej żywicą Kanadzie? Usiądźcie wygodnie, bo ta piosenka to pretekst do głębszej rozmowy.
Szok powrotu, czyli autostrady, wille i bryki
Zacznijmy od pierwszej części piosenki, która opisuje to uczucie, jakiego doznaje chyba każdy emigrant odwiedzający Polskę po dłuższej nieobecności.
Pamiętacie czasy, kiedy wyjeżdżaliśmy? Często uciekaliśmy przed szarością, brakiem perspektyw, w poszukiwaniu tego mitycznego „Zachodu”. A dziś? Wsiadam w samolot, ląduję w Warszawie czy Krakowie i… przecieram oczy ze zdumienia. W piosence śpiewam o tym wprost: „Autostrady, wille, bryki”.
Polska zmieniła się nie do poznania. To już nie jest kraj na dorobku, to dynamiczna, tętniąca życiem „Ameryka” w środku Europy. Świeże pieczywo od rana, restauracje pełne ludzi, luksusowe samochody na podjazdach pięknych domów. Moi znajomi w Polsce, widząc moje zdziwienie, pytają szczerze: “Po co głupcze tam siedzisz? Rzuć Kanadę, wróć do Polski”.
Dla kogoś, kto patrzy z boku, nasz upór może wydawać się nielogiczny. Skoro w Polsce jest tak dobrze, tak bogato i tak nowocześnie, to po co męczyć się tysiące kilometrów od domu?
Kanada – raj z tektury?
W kontraście do tej „polskiej Ameryki” stawiam w piosence obraz Kanady. I nie jest to obraz idealizowany, choć pełen miłości.
Kanada wciąż jest dzika. To jej największy atut, ale i wyzwanie. Śpiewam o lasach, jeziorach, łaniach i koniach pasących się na polanach. To jest ta magia, która nas tu przyciągnęła. Przestrzeń, której w Europie często brakuje. Ogniska wieczorem, kontakt z naturą na wyciągnięcie ręki – to coś, co karmi duszę.
Ale bądźmy szczerzy – Kanada to też „domy z kartonu”, które zimą skrzypią, gdy wiatr hula po prerii. To skunksy i kojoty przebiegające nam drogę. To życie w surowym klimacie, gdzie zima potrafi dać w kość, a śnieg trzeba odgarniać częściej, niż byśmy chcieli. Nie ma tu może tego europejskiego blichtru, tych murowanych, solidnych willi na każdym kroku. Jest za to pewna surowość i prostota.
Dla moich znajomych w Polsce, zamiana murowanego domu i dostępu do wszystkiego 24/7 na „drewnianą chatkę” w Kanadzie może wydawać się brakiem rozsądku. Ale czy na pewno?
Gdzie jest dom?
W piosence pada kluczowe zdanie: „Choć daleko od rodzinnych stron, Kanada jest dziś miejscem, w którym jest nasz dom”.
To jest sedno emigracji, którego najtrudniej wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie wyjechał. Dom to nie tylko mury. To miejsce, gdzie zapuściliśmy korzenie, gdzie urodziły się nasze dzieci, gdzie nauczyliśmy się żyć w zgodzie z tą dziką naturą.
Mimo że tęsknota wciąż w nas siedzi. W piosence przyznaję się bez bicia: tęsknię za zapachem bigosu, za swojską kiełbasą, za tą polską gościnnością, gdzie na stole lądują pierogi, a na rynkach jest kolorowo od kwiatów. Tego nie da się wymazać z serca. Polska zawsze będzie tą pierwszą miłością, tą, która pachnie dzieciństwem.
Wybór między kurczakiem a indykiem
Jest w tekście taki zabawny fragment: “Jedz kurczaka, nie indyka”. To symboliczny wybór między tym, co znane i nasze, a tym, co przyjęliśmy w nowej ojczyźnie (gdzie indyk króluje na Święto Dziękczynienia).
Czy naprawdę „rozumu nie mamy”, mieszkając w Kanadzie, gdy Polska stała się Ameryką? Myślę, że mamy go całkiem sporo. Po prostu wybraliśmy inną definicję szczęścia. Dla jednych będzie to pędząca autostrada i nowoczesne osiedle w Warszawie. Dla nas to widok gór o poranku, cisza nad jeziorem i ta specyficzna, kanadyjska wolność, nawet jeśli oglądamy ją z okna domu, który „zimą skrzypi”.
Posłuchajcie i oceńcie sami!
Ta piosenka to taki mój muzyczny felieton. Trochę z przymrużeniem oka, trochę z nutą nostalgii. Chciałem w niej zawrzeć te wszystkie rozmowy, które toczymy przy świątecznych stołach, gdy odwiedzamy kraj. Te pytania „kiedy wracasz?” i te nasze, często trudne do ubrania w słowa, powody, dla których zostajemy.
Jestem bardzo ciekawy, jak Wy to odbieracie. Czy czujecie to samo? Czy też słyszycie od znajomych, że Polska to teraz raj, a my siedzimy na wygnaniu na własne życzenie?
Zaparzcie sobie kawę (albo wyciągnijcie bigos, jeśli macie!) i posłuchajcie:
👉 KLIKNIJ TUTAJ, ABY POSŁUCHAĆ PIOSENKI
Dajcie znać w komentarzach pod filmem i tutaj na blogu – czy Kanada jest dla Was wciąż dzika i czy zamienilibyście ją z powrotem na „polską Amerykę”?
Pozdrawiam Was ciepło (mimo kanadyjskiej zimy)! Wasz Kanadyjczyk

