Miłość w peruwiańskiej dżungli: Ksiądz Paweł znalazł nowe życie i żonę w sercu Amazonii
Paweł, którego historia emigracyjna została opowiedziana w ramach cyklu “Emigranci”, zaskakuje niezwykłą transformacją. Polak z Mławy, który przybył do Peru jako misjonarz, znalazł tam nie tylko powołanie, ale i miłość, która całkowicie zmieniła jego życiową ścieżkę. Oto opowieść o życiu w peruwiańskiej dżungli – miejscu, gdzie czas płynie wolniej, a sny o szczęściu się spełniają.
Z Mławy do serca Amazonii – początek podróży
Paweł pochodzi z Mławy w województwie mazowieckim. Od najmłodszych lat czuł się “duszą podróżnika”, ale to nie zwykła wycieczka przywiodła go do Ameryki Południowej. W 2013 roku, jako ksiądz katolicki, wylądował w Limie, a następnie w Iquitos, bramie do dżungli amazońskiej, aby dołączyć do pracujących tam już Polaków.
Przed wyjazdem do Peru Paweł spędził trzy miesiące w Hiszpanii, szlifując język hiszpański, którego wcześniej nie znał. Kiedy w końcu postawił stopę na peruwiańskiej ziemi, pierwsze wrażenie było szokujące.
“Kiedy wysiadałem z samolotu w Iquitos na lotnisku, zrobiłem ‘ach’, brakowało mi tlenu, bo klimat tropikalny, wilgotność powietrza… całe moje ciało zacząłem się ogromnie pocić. I tak sobie pomyślałem: gdzie ja się znalazłem? W saunie?”
Gorący i wilgotny klimat, a także problemy z brakiem prądu i wody, były na początku dużym wyzwaniem. Do tego doszły problemy zdrowotne związane z lokalnymi bakteriami. Mimo to, przez dwa lata Paweł intensywnie pracował jako misjonarz w Iquitos, prowadząc posługę sakramentów, odwiedzając chorych i organizując uroczystości kościelne.
Miłość w dżungli – radykalna zmiana
Prawdziwy zwrot akcji nastąpił po dwóch latach życia w Iquitos. To właśnie wtedy Paweł poznał Felicitę.
“W takim szybkim skrócie, po dwóch latach pracy tutaj w Iquitos poznałem swoją przyszłą żonę Felicitę. No i zakochałem się i trzeba było zdecydować, czy zostaję w tym życiu, czy zaczynam nowe życie. Dlatego że nie byłbym w stanie prowadzić podwójnego życia…”
Decyzja o rezygnacji z kapłaństwa była technicznie skomplikowana – wymagała złożenia odpowiednich dokumentów i prośby o dyspensę do papieża Franciszka. Paweł czekał na dyspensę niemal rok, gdyż bez niej nie mógł zawrzeć sakramentu małżeństwa. Ostatecznie, po siedmiu latach posługi, zdecydował się na odejście z kapłaństwa, aby rozpocząć wspólne życie z Felicitą.
Początki życia na własną rękę były trudne – musiał znaleźć mieszkanie, a następnie pracę. Jako nauczyciel musiał przetłumaczyć i zarejestrować swój tytuł magistra w Limie. Dzięki małżeństwu z peruwianką uzyskał stały pobyt jako “Rezydent rodziny familiarch”.
Codzienność w Indianie – między nauczaniem a Amazonką
Obecnie Paweł pracuje jako nauczyciel religii i języka angielskiego. Mieszka w Indianie, małej miejscowości położonej nad samą Amazonką.
“Ja do Amazonki mam około 300 metrów, tak. Amazonkę traktujemy jako autostradę, jako jakąś siódemkę w Polsce, bo to jest właśnie poruszamy się łódkami, motorówkami, żeby dopłynąć do Iquitos…”
Paweł zachwyca się dżunglą, która jest dla niego niesamowita, ponieważ potrafi się sama wyżywić. Jak mówi, “dżungla zawsze cię wykarmi”. Ludzie żyją tu bez zegarków, wstają ze słońcem i kładą się spać, kiedy zachodzi.
Jednak Paweł, który ma okazję wizytować szkoły w odległych wioskach, zwraca uwagę na poważne problemy. Szkolnictwo w regionie Loreto jest na bardzo niskim poziomie z powodu analfabetyzmu, braku wykształconych nauczycieli, komputerów, internetu i podręczników. Największym problemem jest jednak:
-
Wyzysk i praca dzieci: Bardzo duża liczba uczniów opuszcza szkołę, by podjąć pracę, często nielegalną, np. przy wycince drzew, czy sprzedając galaretki. Paweł nazywa to “bardzo ogromnym problemem, taki wyzysk”.
-
Korupcja: Uważa, że to największa bolączka Peru. Mimo że jest to kraj bardzo bogaty w zasoby, korupcja dotyka cały kraj, co doprowadziło do zamieszek i śmierci wielu niewinnych osób.
W dżungli Paweł spotkał się też z niebezpieczeństwami, m.in. z wężami, z których małe i krótkie są często najbardziej jadowite. Miał też bliskie spotkanie z żółtym wężem Boa, który czyhał na jego kury.
“Żyrafa” w Amazonii
Mimo wyzwań Paweł kocha życie w Peru. Najbardziej ceni sobie wszechobecną przyrodę, jedzenie i “luźne podejście” do życia – brak pośpiechu i stresu.
Życie jako Gringo (biały obcokrajowiec) wiąże się też z zabawnymi sytuacjami:
-
W wioskach, które rzadko widują białego człowieka, mamy często straszą dzieci, mówiąc: “zachowuj się grzecznie, bo ten Gringo cię porwie i wywiezie cię do swojego kraju”.
-
W Limie pewien chłopiec krzyczał za nim na ulicy “Żyrafa! Żyrafa!” (Pirafa! Pirafa!) z powodu jego wysokiego wzrostu (193 cm).
Paweł przyznaje, że po 10 latach trudniej jest mu wrócić do Polski, a kiedy ostatnio był w ojczyźnie, czuł się “trochę obco, wyobcowany”. Ma poczucie, że znalazł swoje miejsce w peruwiańskiej dżungli.
Jego największym marzeniem jest utrzymanie szczęścia, które odnalazł u boku Felicity, oraz zdrowia. Chciałby także, aby jego żona poleciała z nim do Polski, poznała rodzinę i zobaczyła kraj, w którym się urodził i wychował.
Posłuchaj całej historii Pawła na kanale Kanadyjczycy: Miłość w peruwiańskiej dżungli.







