Brazylijskie serce, polska dusza. Niezwykła historia powrotu do korzeni po 150 latach
Cześć Wszystkim!
Często mówimy o emigracji w kontekście nas samych – wyjeżdżamy za pracą, szukamy lepszego życia w Kanadzie, UK czy USA. Ale czy zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się z polskością po 150 latach od wyjazdu? Czy można tęsknić za krajem, którego nigdy się nie widziało, a zna jedynie z opowieści pradziadków?
Ostatnio na moim kanale miałem zaszczyt gościć osobę absolutnie wyjątkową. Franciele (czyt. “Fransiel”, choć my dla ułatwienia zostańmy przy polskim brzmieniu), to kobieta, która jest żywym dowodem na to, że Polska to nie tylko terytorium na mapie Europy, ale stan umysłu i serca. Urodziła się i mieszka w Brazylii, w miasteczku Áurea, ale gdy zaczyna mówić po polsku… magia dzieje się sama.
Zapraszam Was w podróż do “Małej Polski” w tropikach i historię powrotu do domu po półtora wieku.
Áurea – miasteczko, gdzie czas płynie po polsku
Franciele mieszka w stanie Rio Grande do Sul, w miejscowości Áurea. To miejsce niezwykłe. Wyobraźcie sobie brazylijskie słońce, egzotyczną roślinność, a w tle… język polski słyszany na ulicy.
Jak to możliwe? Polscy emigranci przybyli tam około 150 lat temu. Przez pokolenia, w izolacji, bez internetu i telefonów, pielęgnowali język, wiarę i tradycje. Franciele opowiadała mi, że jej pradziadkowie urodzili się w Polsce (wspomina nazwisko Zalewski z Warszawy), a dziadkowie i rodzice w domu mówili niemal wyłącznie po polsku.
To niesamowite, ale Franciele przyznała, że musiała się “douczyć” polskiego, by mówić płynnie, jednak baza wyniesiona z domu była solidna. Co ciekawe, język, którym posługują się tamtejsi Polonusi, jest często uroczy, nieco archaiczny, przeplatany portugalskimi wtrąceniami. Na lodówkę mówi się tam “żeladeira” (z portugalskiego), ale już na niedzielny obiad obowiązkowo jest rosół i “schaboszczak”.
Zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością
Najbardziej poruszającym momentem naszej rozmowy był fragment o wizycie Franciele w Polsce. Zapytałem ją o wrażenia. Często emigranci z Ameryki Południowej mają wyobrażenie Polski jako kraju szarego, postkomunistycznego.
Franciele przeżyła szok – oczywiście pozytywny!
“Polska jest nowoczesna i historyczna jednocześnie. Parki, muzea, budynki – wszystko mi się podobało” – mówiła z błyskiem w oku.
Szczególne wrażenie zrobił na niej Kraków. Spacer po Wawelu, historia królów – dla kogoś, kto o tym tylko słyszał z legend opowiadanych przez babcię, musiało to być niemal mistyczne przeżycie. Co ciekawe, Franciele podkreślała też kwestię bezpieczeństwa. W porównaniu do realiów brazylijskich, Polska jawiła jej się jako oaza spokoju, gdzie można swobodnie spacerować i czuć się bezpiecznie.
Polska kuchnia w tropikach? Oczywiście, ale…
Nie mogłem nie zapytać o jedzenie! Czy w Brazylii, przy 30-stopniowym upale, jada się polskie potrawy? Okazuje się, że tak!
Franciele zdradziła, że w niedzielę na stole króluje wspomniany schabowy i sałatka. A co z rosołem?
“Rosół robimy, kiedy jest zimno. Jak jest gorąco, to lepiej zjeść ryż z fasolą” – śmiała się w wywiadzie.
Jednak jej absolutnym faworytem są pierogi. Choć przyznała szczerze: te w Polsce smakują inaczej. W Áurea próbuje się je odtwarzać, ale polska mąka, polski ser – to jednak inny smak. Mimo to, tradycja trwa.
Misja: Uczyć kolejne pokolenia
Franciele nie jest tylko biernym obserwatorem swojej polskości. Ona jest jej ambasadorką! Pracuje jako nauczycielka języka polskiego w lokalnej szkole. Tak, dobrze czytacie – w brazylijskiej szkole dzieci uczą się polskiego!
To dzięki programom takim jak ORPEG, do Áurea przyjeżdżają nauczyciele z Polski (obecnie pani Małgorzata), którzy wspierają lokalną społeczność. Franciele zauważa renesans zainteresowania Polską. Kiedyś po polsku mówili tylko starsi. Dziś młodzież chce poznawać język przodków, stara się o Kartę Polaka (którą Franciele dumnie posiada) i marzy o wyjeździe do Europy.
Plany na przyszłość
Czy Franciele wróci do Polski? Ma świetne wieści! Już w marcu przylatuje na kurs metodyczny dla nauczycieli. Będzie spędzać w Polsce blisko 20 dni, chłonąc wiedzę, by potem przekazywać ją brazylijskim dzieciom.
Ma też marzenie, by kiedyś napisać książkę. Chce spisać historię – może swoich przodków, a może własną, by ocalić od zapomnienia te niezwykłe losy Polaków na drugim końcu świata.
Podsumowanie
Rozmowa z Franciele to lekcja pokory. My, mieszkający w Polsce lub blisko niej, często bierzemy naszą tożsamość za pewnik. Narzekamy, marudzimy. Tymczasem tysiące kilometrów stąd, w małym brazylijskim miasteczku, ludzie z dumą mówią “Dzień dobry”, gotują rosół w upale i marzą, by choć raz dotknąć kamieni na krakowskim Rynku.
Dla Franciele ta podróż po 150 latach to symboliczne domknięcie koła historii. Jej przodkowie wyjechali “za chlebem”, ona wraca “po tożsamość” i wiedzę.
Gorąco zachęcam Was do obejrzenia całego wywiadu. Posłuchajcie tej pięknej, śpiewnej polszczyzny z portugalskim akcentem i zobaczcie, jak wielka siła drzemie w naszych korzeniach.
👇 Obejrzyjcie wideo tutaj: 👇 Urodziłam się w Brazylii i po 150 latach pojechałam do Polski – KLIKNIJ
Dajcie znać w komentarzach, czy słyszeliście wcześniej o “polskiej Brazylii”!







