Od 50 funtów w kieszeni do sześciorga dzieci i własnego domu. Niezwykła historia Marty i Adama z Eastbourne
W kolejnym odcinku serii „Emigranci” na kanale Kanadyjczycy, miałem zaszczyt gościć wyjątkową parę – Martę i Adama. Ich historia to gotowy scenariusz na film, pełen dramatycznych zwrotów akcji, trudnych początków, ale przede wszystkim nadziei i niezwykłej determinacji. To opowieść o tym, jak dwójka młodych ludzi, niemających niemal nic, zbudowała w Anglii fundamenty dla swojej wielkiej, ośmioosobowej rodziny.
Cień przeszłości: Tragedia, która ukształtowała Adama
Zanim Adam trafił do Wielkiej Brytanii, jego życie naznaczyła niewyobrażalna rodzinna tragedia. Jako 14-miesięczne niemowlę stracił mamę i trzyletnią siostrę. Zginęły one tragicznie w 1978 roku wskutek zatrucia czadem. Adam ocalał tylko dlatego, że w tym czasie przebywał pod opieką dziadków.
Przez lata żył w nieświadomości, zwracając się do babci „mamo”. Prawdę poznał dopiero jako pięciolatek, stojąc przed grobem najbliższych. Ta wczesna utrata i wychowanie przez dziadków sprawiły, że Adam od najmłodszych lat musiał uczyć się samodzielności. Choć studiował socjologię i wiązał przyszłość z Polską, los przygotował dla niego zupełnie inny scenariusz.
Start od zera: 50 funtów i spanie na podłodze
Decyzja o wyjeździe do Anglii zapadła w grudniu 2005 roku. Adam stracił pracę w sklepie sportowym tuż przed Wigilią – był to „prezent” od szefowej, która zdecydowała się na redukcję etatów. Znalazł się pod ścianą: długi, brak perspektyw na skończenie studiów i pusta lodówka. 17 stycznia 2006 roku wylądował w Eastbourne z zaledwie 50 funtami w portfelu.
Początki były brutalne. Przez sześć tygodni Adam mieszkał nielegalnie w ciasnym pokoju gościnnym kolegi, śpiąc na podłodze w śpiworze. Każdego ranka musiał opuszczać budynek, by nie zostać zauważonym przez właściciela. Całe dnie spędzał w bibliotece, ucząc się angielskiego z darmowych kursów, lub przemierzając miasto w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy. Jak sam wspomina, stres był tak wielki, że chodził na plażę rzucać kamieniami w morze, byle tylko nie wybuchnąć.
Przełom nastąpił 1 marca. Adam dostał pracę na zmywaku w hotelu. Dzięki swojej szczerości i przypadkowej znajomości z dyrektorem hotelu (którego początkowo wziął za kierowcę autobusu!), szybko zyskał stabilizację. To właśnie wtedy dołączyła do niego Marta.
Marta: Od „ukrywania się” do wielkiej rodziny
Marta przyjechała do Anglii w czerwcu 2006 roku, znając Adama zaledwie pół roku przed jego wyjazdem. Ryzykowała wiele, jadąc „w ciemno” do kraju, którego nie znała. Początkowo również musiała się ukrywać w pokoju Adama, ale dzięki wsparciu męża i jego dobrym relacjom z dyrektorem hotelu, szybko znalazła zatrudnienie w housekeepingu.
Z czasem Marta stała się filarem ich rodziny. Podczas gdy Adam rozwijał się zawodowo, ona podjęła się najtrudniejszej pracy świata – wychowania sześciorga dzieci. Dziś mają pięć córek i syna. Ciekawostką jest historia ich bliźniaków, Oskara i jego siostry, którzy urodzili się w odstępie kilku godzin, przez co mają… różne daty urodzenia.
Zawodowe zakręty: Od autobusów po własną firmę
Adam na emigracji przeszedł długą drogę zawodową. Przez dziewięć lat był kierowcą autobusów miejskich. To praca, która nauczyła go stalowych nerwów. Opowiadał o bójkach z użyciem noża na pokładzie, agresywnej młodzieży i specyficznych brytyjskich przepisach, które często stawiają pasażera ponad bezpieczeństwem i komfortem pracownika.
Później Adam poszedł o krok dalej – zrobił prawo jazdy na ciężarówki i założył własną firmę (spółkę LTD). Choć zarobki były świetne, cena zdrowotna okazała się zbyt wysoka. Praca ponad siły przy rozładunkach doprowadziła do problemów ze stawami. Ostatecznie Adam wrócił do branży okiennej, ale tym razem jako kierowca w rodzinnym biznesie, gdzie czuje się częścią zespołu, a nie tylko numerem w systemie.
Dom, który stał się przystanią
Po wielu latach wynajmowania ciasnych mieszkań, w 2013 roku Marta i Adam otrzymali od miasta (Councilu) czteropokojowy dom. To był kolejny „prezent wigilijny”, który zmienił ich życie. Choć metrażem nie dorównuje kanadyjskim posiadłościom, dla nich jest to miejsce, w którym zapuścili korzenie. Dziś są już dumnymi dziadkami trzech wnuczek (czwarta w drodze!), a ich dom tętni życiem, polskimi tradycjami i zapachem domowego ciasta, którym Marta chętnie dzieli się z angielskimi sąsiadami.
Czy warto było?
Marta i Adam przyznają, że dzisiejsza Anglia różni się od tej, którą zastali 20 lat temu. Jest trudniej, a klimat społeczny po Brexycie uległ zmianie. Mimo to, nie planują powrotu do Polski. Ich dom, dzieci i wnuki są w Eastbourne.
Podczas rozmowy poruszyliśmy też trudny temat relacji Polaków na emigracji. Adam z goryczą wspominał sytuacje, w których polscy menadżerowie okazywali się bardziej surowi dla rodaków niż dla Brytyjczyków. Mimo tych cieni, ich historia jest dowodem na to, że solidarność wewnątrz rodziny i ciężka praca pozwalają przetrwać nawet najgorsze burze.
Historia Marty i Adama to lekcja pokory i dowód na to, że emigracja to nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim walka o godne życie i prawo do bycia razem.
Obejrzyj pełną rozmowę z Martą i Adamem na kanale Kanadyjczycy: Link do wywiadu







